poniedziałek, 3 sierpnia 2015

W starym piecu diabeł pali :)

Zanim zacznę - jesteśmy już na INSTAGRAMIE:) O TUTAJ! :) można nas obserwować.
 
A wracając do pieców i diabła:) Pierwszy raz usłyszałam to powiedzenie jako dziecko i przez wieeele lat nie potrafiłam zrozumieć czemu stare piece tak przyciągają diabły:) I choć dziś doskonale wiem, co tak naprawdę kryje się pod hasłem "stary piec" :):):)....i tak gdzieś tam z tyłu głowy widzę rogatego diabła dorzucającego drew do ognia. Dębowych albo bukowych oczywiście - te palą się najpiękniej:)
 
 
Wszyscy posiadacze kominków i palenisk potwierdzą na pewno, że widok tańczącego ognia w domu - zwłaszcza wtedy, gdy za oknem słota, wiatr i generalnie FUJ:) - to najlepszy poprawiacz nastroju. Jeśli mam gorszy dzień, gdy zdarzy się, że witam poranek fochem, niewyspaniem, niepokojem, chandrą  - od razu idę rozpalać w kominku. Nic mi nie poprawia tak nastroju jak trzaskający ogień. Jeszcze tylko poranna kawa - i do przodu:) Wielokroć pytaliście mnie jakiego rodzaju mamy kominek, czym w nim palimy, co mogłabym polecić. No cóż - kominek, którym dysponujemy to sprzęt zastany, który kupiliśmy wraz z domem. Połączony jest z systemem rozprowadzania powietrza praktycznie po całym domu, z czego tak naprawdę nie korzystamy:) Jak się w nim porządnie napali, oddaje tak dużą ilość ciepła do pomieszczenia, że nie musimy włączać rozprowadzania. Świetnie sprawdzają się kominki z płaszczem wodnym - często wybierane jako dodatkowa lub główna opcja ogrzewania domów. Ale jeśli chcecie mieć po prostu kominek sam w sobie, bez dodatkowych opcji rozprowadzania ciepła i tak nastawcie się na to, że może Was porządnie ogrzać. Warunek jest jeden - trzeba w nim palić naprawdę suchym drewnem. Dlaczego? Bo mokre drewno liściaste, np. niesezonowane będzie się jedynie tliło ( i słychać będzie przy tym charakterystyczny syyyyyyyyk). Nie da na pewno ani ciepła, ani żywych energicznych płomieni. Paląc mokrym drewnem, narazimy się na duże straty energetyczne - energia zużyta jest bowiem na odparowanie wody a nie grzanie naszego wnętrza. Przy takim drewnie non stop jest również "zakopcona" szyba kominkowa.
Mokre drewno iglaste zaś - np. sosna, świerki-  jest bardzo żywiczne, w trakcie spalania żywica może np. osiadać w przewodzie kominowym, co doprowadzić może do samozapłonu - mieliśmy takie przypadki u sąsiadów. Podsumowując - TYLKO suche drewno:)
 
 
 
 
Po czym poznajemy sezonowane drewno - jeśli je kupujemy, a nie sami suszymy? Przede wszystkim po wadze. Suche drewno jest o wiele lżejsze niż świeże, dopiero co ścięte. Różnica jest naprawdę duża. Suche drewno ma również w przekroju charakterystyczne spękania - mokre drewno będzie gładkie i w dotyku czasami nawet wilgotne. Sezonowanie drewna wg teorii powinno trwać minimum 2 lata  - wtedy jest najbardziej kaloryczne. Używaliśmy drewna sezonowanego 2 lata  oraz sezonowanego 1 rok - przy paleniu wyczuwa się co prawda różnicę, ale w naszym przypadku nawet to rocznie sezonowane drewno ładnie się spalało.
Niektóre tartaki mają specjalne suszarnie, do których ścięte drewno wkładane jest na okres 2, 3 tygodni - i sprzedawane dopiero po wysuszeniu. To dobra opcja dla "spóźnialskich", którzy np. o kupnie drewna zapomnieli. I od razu się przyznaję, że zdarzyło nam się z niej skorzystać:). Tak podsuszone drewno nie jest  tak mocno kaloryczne, jak to sezonowane, ale zdecydowanie lepiej się pali niż zupełnie świeże.
 
 
Jak sezonować, i co sezonować? Najlepiej drewno liściaste. Nie ma substancji smolistych, które brudzą szybę, pali się równo, bardzo energetycznie i powstaje z niego niewiele popiołu. Paliliśmy już bukiem, olchą, brzozą i dębem. Zostaliśmy przy buku. Czasami dorzucamy brzozę. Dąb jest najdroższy - pali się za to najdłużej i oddaje najwięcej ciepła. Zaraz po nim klasuje się buk - jeśli jest dobrze wysuszony, również będzie nam się ładnie palił. Z brzozą bywało bardzo różnie. Po 1. potrzebuje więcej czasu by przeschnąć - jest pełna soków, które dość długo wyparowują. Po 2. nie jest tak kaloryczna jak buk, nie daje tak dużo ciepła. A gdy trafimy na źle wysuszoną brzozę - to będziemy oglądali tlące się ledwo co polana i słyszeli charakterystyczne SYYYYYYCZENIE, o którym wyżej już wspominałam. Drewno najlepiej jest kupować z wycinki zimowej/wczesno wiosennej i składować - minimum do następnej zimy. Jeśli kupicie je teraz- możecie zużyć dopiero w przyszłym roku, będzie odpowiednio długo przesezonowane:)
 

 
Gdzie suszymy? Najlepiej oczywiście w drewutniach. Dostosowanych do naszych potrzeb. Jeśli ktoś pali rekreacyjnie, wystarczy mu drewutnia na 2, 3 metry kwadratowe. Jeśli zaś ogrzewanie kominkowe pełni zasadniczą rolę w sezonie - trzeba pomyśleć o porządnej drewutni na 12, 14 a nawet 16 metrów.
 
Bardzo ważne, by drewutnia oprócz zadaszenia:) miała w ściankach szczeliny - musi w niej krążyć swobodnie powietrze, wiatr, dochodzić słońce. Tylko wtedy nasze drewno wyschnie dość szybko, nie zapleśnieje i będzie się nadawało do bezproblemowego używania. Widziałam drewno wyjmowane ze szczelnie zamkniętych pomieszczeń - było zatęchłe i popleśniałe.  Fajnie gdyby miejsce przeznaczone na drewutnię było dość przewiewne, najlepiej od południowej, zachodnio południowej strony - wtedy dla suszenia będą najlepsze czynniki atmosferyczne. Nie stawiajmy raczej drewutni np. za domem przy stronie północnej - tam drewno będzie zdecydowanie wolniej schło.
 
 
 
Nasza drewutnia jest duża. Zużywamy w sezonie około 12 metrów drewna.  Podzielona na 3 pojemne komory pozwala na zaplanowanie sezonowania i ułatwia wyjmowanie polan. Jak zwykle w moim przypadku, nabyliśmy ją przez internet oczywiście:):):). Znajdziecie ją  na stronie DREWNOLANDIA.PL a ja na pewno polecę z czystym sumieniem - i to zarówno firmę jak i samą drewutnię. Po pierwsze - świetna obsługa. O jakież miłe zaskoczenie po naszych niektórych "współpracach" z panami wykonawcami. Terminowość, jakość, montaż i ekipa montażowa - bez zarzutu. Spełnili wszystkie moje wysokie standardy - co graniczy z cudem:)  Po drugie - sama drewutnia jest dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażałam. Świetnie zmontowana, solidna, ładnie wykończona. Montaż trwał zaledwie kilka godzin - szybko, milo, czysto:) Przyjechała w częściach a panowie ja złożyli sprawnie niczym klocki.  
Jeśli więc ktoś z Was jest na etapie poszukiwania rzetelnej firmy i pięknej drewutni to naszą polecić mogę z zamkniętymi oczami. Jest po prostu bardzo dobrej jakości.
 
 
Wokół drewutni zorganizowałam ogród oczywiście - 2 małe rabaty. Teraz są już ładnie zarośnięte. Wiem, że sporo ludzi traktuje drewutnie trochę po macoszemu, wciskając je w jakiś kąt działki - ja naszą wyeksponowałam. Idąc do drzwi głównych przechodzi się właśnie koło niej i podziwia ogrom bukowych klocków:) Bardzo lubię ten widok:)
 
 
Mam nadzieję, że wszyscy spragnieni drewnianych informacji poczuli się usatysfakcjonowani:) Na pożegnanie dziś, posyłam Wam.....oczywiście, że moje ukochane kadry zielone -  lilie, powojniki, hortensje - opanowały ogród:)
 
 







 
Od jutra poranną kawę przez dłuższy czas będę popijać w Warszawie:) Zaczynamy SŁODKI PROJEKT - maraton zdjęciowy dla Bakalland i Delecta:)  Ależ będzie pracy! Trzymajcie kciuki za efekty:) Postaram się w miarę na bieżąco zdawać relację - na INSTAGRAMIE i na fejsie.
PA! do zobaczenia - na trasie, lub w stolicy:)

Wasza zielona:)


czwartek, 30 lipca 2015

A dla Was - GREEN GATE :)

Jestem Ambasadorem marki GREEN GATE na Polskę już 4ty rok :) Niezmiennie zachwyca mnie świetną jakością swojej porcelany jak i samym wzornictwem. Do uroczych kwiecistych wzorów bowiem, firma dołączyła również bardziej eleganckie motywy, a do słodkich pasteli - szarości i beże.
Najnowsza kolekcja, która już za chwilę wejdzie do sklepów - m. inn do SCANDISHOP, który jest fundatorem dzisiejszych nagród,  mogłaby w całości znaleźć się w mojej witrynie...jest przepiękna.


 
 Wiem doskonale, że wielu z Was na punkcie Green gate ma pozytywnego fioła:), więc tym bardziej milej jest mi ogłosić - lekki i przyjemny konkurs, w którym rozdajemy Green gate'owe hity z ostatnich kolekcji! TRZYMAM zatem ZA WAS KCIUKI:)
 
Organizator i fundator nagród sklep SCANDISHOP, postarał się byście mieli prawdziwą przyjemność z wygrywania. Nie dość, że przeznaczył dla Was nagrody rzeczowe, o których za chwilę, to jeszcze możecie SAMI WYBRAĆ dodatkową nagrodę - ze wszystkich produktów Green gate dostępnych w sklepie. Sami zdecydujecie co to ma być:)  Fajnie? 
 
Zaczynamy zatem, oto ZADANIE KONKURSOWE:
 
W komentarzach pod tym postem A. napisz - z czym/kim kojarzy Ci się najbardziej porcelana Green Gate?
Zaś z produktów Green gate dostępnych w sklepie fundatora SCANDISHOP  - o TUTAJ -
B. wybierz ten, który według Ciebie najlepiej reprezentuje tę markę i który chciałabyś/chciałbyś mieć w swojej kuchni:) Dlaczego właśnie ten produkt? Pamiętaj by podać w komentarzu LINK do niego.
 
Myślę, że będzie łatwo się Wam po sklepie poruszać - Scandishop bowiem właśnie rusza z nową odsłoną swojej witryny - jest jasno, przyjaźnie...i wybór, który przyprawia o zawrót głowy:) MIŁEGO BUSZOWANIA zatem i wybierania swojej nagrody !
 

Nagrody:

1. miejsce
Dzbanek SPOT RED i 2 kubki SPOT RED

plus TWOJA wybrana nagroda.

2. miejsce

PLED we wzorki  i 2 kubki Ziggy warm grey
plus TWOJA wybrana nagroda.


3. miejsce

2 filiżanki Ditte mint
Plus TWOJA wybrana nagroda.


Na Wasze zgłoszenia czekamy od dziś ( 30 lipiec 2015) do 15 sierpnia 2015. Wyniki ogłosimy 20 sierpnia - na blogu oraz facebooku. Regulamin konkursu dostępny TUTAJ. 
W konkursie mogą również brać udział osoby nie prowadzące blogów ( czyli wpisy anonimowe - prosimy wtedy o dopisanie adresu mailowego do kontaktu), tylko RAZ jedna osoba może umieścić wpis.
POWODZENIA!!!! 


poniedziałek, 20 lipca 2015

Na górze róże...na dole porzeczki:)

To chyba najbardziej wyświechtany  kwiat świata:) Biedna róża z ogrodów zabrana została dosłownie wszędzie. Jest bohaterką kartek okolicznościowych, tatuaży, tapet, torebek, papieru toaletowego, rajstop, porcelany, bielizny, rzeźb z gipsu... ....i już sama nie wiem czego jeszcze. Sama w sobie - królowa. Jako powielany obrazek - niekoniecznie. Osobiście lubię patrzeć na róże w ich naturalnym, np. ogrodowym środowisku, we wnętrzach zaś podobają mi się wyeksponowane jako główny element dekoracyjny w prostym naczyniu - bez dodatków:
 
 
 
 Pamiętam, że gdy po przeprowadzce, usłyszałam, że w tym klimacie i tej okolicy róże mi nie będą rosły ...poczułam bunt. Jak to? To ja się wyprowadzam na wieś i nie będę mogła mieć w ogrodzie róż??? - o czym marzyłam już jako mała dziewczynka?....O NIE ! :):):) No cóż, zawsze tak reaguję, gdy słyszę, że "się nie da". No i oczywiście, że się dało. Owszem, gleba w naszym ogrodzie to głównie kwaśne piaski - no ale zawsze można nawieźć czarnoziemu i zbudować dla róż specjalne podniesione rabaty:) Zbudowaliśmy. Z ogromnych kamieni. Róże pnące rosną przy wejściu na taras - właśnie w rabatach podniesionych kamiennych i mają się całkiem nieźle. Reszta różanej rodzinki rozeszła się po całym ogrodzie.
 
 
 
 

 
 Być może nie mam aż tak pięknych efektów jak TE, no ale widząc ogrody różane pana Bogdana, przynajmniej wiem do czego można dążyć w tym temacie:). W zeszłym roku pokazywałam Wam nowo zbudowane leśne białe biuro. Pisałam również o rabacie przyciągającej np. motylki, która umiejscowiona została pod oknami. Wtedy była w powijakach....TUTAJ widać to dokładnie:) Ale zaledwie rok później... Mamy tu po prostu SZAł kwitnienia:) Wystarczyło kilkanaście miesięcy, by wszystkie rośliny zadomowiły się na dobre.
 






 
 
 
 
 
 
Ogród uczy cierpliwości i tego, że czasami na efekt trzeba po prostu POCZEKAĆ:) Mały krzew różany - kupiony dosłownie z trzema pędami, po roku potrafi zszokować ilością pąków. 
 
Równie cierpliwie czekaliśmy na efekty z warzywniaka. Są:) Nasze domowe życie -  urlopowo wakacyjne i pełne rodzinnych klimatów obfituje w dary natury:) Zrywam, zamrażam, pichcę, wkładam w  słoiki:) Duuuużo tego:) :) Slow food - idea tak mi bliska, jest w naszym domu namacalna każdego dnia.
 
 

 


Zamrażając ostatnio nasz bób i przygotowując przetwory z porzeczek  - pomyślałam sobie o ogromnym rynku produktów ekologicznych, który w błyskawicznym tempie rozwija się w Polsce. To, co dla mnie w dzieciństwie było żywieniową codziennością, co codziennością było też dla naszych rodziców - dziś nazywane jest już ekologią. Nie wiem jak Wy - ale mnie napawa ten stan lekkim przerażeniem... Niedługo okaże się jeszcze, że mamy tu, bezwiednie całkiem, malutkie gospodarstwo ekologiczne:):):):)
 
To jak, kto reflektuje na nasze jabłka "nieidealne" w kształcie, ale prawdziwe? I porzeczki prosto z krzaczka? :)
 
Z różano, porzeczkowymi pozdrowieniami,
wakacyjne dziś macham:)