środa, 30 lipca 2014

Na wyciągnięcie ręki.

Często od Was słyszę, że łatwo mieć wokół siebie bujną zieleń, gdy dysponuje się dużą powierzchnią - np. ogrodową. A co z osobami mieszkającymi w blokach? No jak to co? BALKON lub taras :):):) moja odpowiedź na wszystko. "Nie mam ładnego miejsca do odpoczynku"... - zrób przytulny kącik na balkonie. "Nie mam wokół siebie kwiatów" - zasadź na balkonie. "Nie mam świeżej zieleniny" - zrób mini warzywnik na balkonie, albo załóż na nim zielnik. To nie jest żadna wyższa szkoła jazdy:) Wystarczą donice, POMYSŁ - jakaś dekoracyjna idea przewodnia,  no i chęci. Taki zielnik na wyciągnięcie ręki zrobiłam  tym roku właśnie na naszym tarasie. Z LENISTWA :) No co będę podawała Wam nieprawdziwy powód jeśli właśnie moje "niechciejstwo" latania co chwilę do warzywnika na końcu działki stało się iskrą do stworzenia tarasowego zielnika:)? Owszem, mamy w ogrodzie duży zielnik, prawdziwie ogrodowy - ale ten tarasowy podręczny służy mi tak na szybko i mam w nim zasadzone zioła, których używam najczęściej: bazylię, oregano, macierzankę, rozmaryn, kolendrę. Latem bazuję kulinarnie na świeżej zieleninie - lubię mieć ją po prostu pod ręką. Na balkonach urosną wam właściwie wszystkie popularne zioła. Niegdyś na 7ym piętrze miałam istny ziołowy zagajnik - a rozmaryn wsadzałam nawet w kwiaty kwitnące ( warunek by z niego korzystać kulinarnie jest taki, że nie podlewamy owych mieszanych nasadzeń nawozami chemicznymi) W naszym tegorocznym tarasowym zielniku jeden z rozmarynów osiągnął wielkość 80 cm:) Jest naprawdę wysoki i pysznie się rozpycha pomiędzy lawendą i kolendrą:) Nowe zioła dosadzałam całkiem niedawno. Wykorzystałam do tego moje ulubione proste szare donice, które pięknie kolorystycznie podbijają ziołowo/prowansalski/wakacyjny charakter tych roślin. LUUUUUUUBIĘ bardzo takie właśnie klimaty:) Nawet nasze sierściuszki się tu cudnie wkomponowały - jak na zamówienie.

 

 


 
Powyższe zdjęcie przedstawia moje słynne już w necie:) mrożone KOSTKI ZIOŁOWE. Kilka lat temu wymyśliłam fajny sposób by zimą poczuć letnie dni:) Starsi czytelnicy znają je już dobrze. Do gorącej zimowej zupy wkładam na sam środeczek taką właśnie ziołową kosteczkę w kształcie serduszka lub kwiatka. Rozpuszcza się bardzo szybko od razu  napełniając pomieszczenie cudownym aromatem! Jak ją zrobić dowiecie się z TEGO postu.

  
 Nie wiem jak Wy - ale w tak upalne dni praktycznie nie gotujemy obiadów. W ogóle nie mamy na nie ochoty. Ewentualnie chłodniki jeszcze mogą się na stole zdarzyć :). Ale złapałam się na tym, że właściwie tylko zajadamy się jakimiś przekąskami. Leo - owocami, warzywami, małymi kanapeczkami, my- talerzami rozmaitości ( tak nazywamy półmisek na którym układam różne rodzaje serów, winogrona, oliwki, kawałki kurczaka, warzywa, sałaty - no wszystko co można zjeść "na ząb". A do tego słoiczki z frykasami - borówką, żurawiną lub sosami, które sama robię na bazie  porzeczek zmieszanych z miętą. No i oczywiście wszelakie dipy ziołowe:) A na słodkie przekąski -  małe ciasteczka ze śliwkami - w sobotę przywiozłam mnóstwo owoców z ryneczku:) Od słońca i żaru uciekamy pod nasze dęby rosnące od strony lasu. Jest tam zdecydowanie chłodniej.....I tak, zajadając różne różności można przeżyć:)


 




 
 
 
Na koniec prasowe ogłoszenie czółnowe:)- w obecnym "Moim mieszkaniu" znajdziecie kolejną sesję naszego studia. Tym razem materiał przygotowaliśmy w  ogrodzie "wykorzystując" :):) jako modelki "ładniejszą"część rodzinki:). Drugą część tej sesji znajdziecie w kolejnym,  wydaniu Mojego mieszkania. A na najbliższe dni do obejrzenia są letnie klimaty indygo.
 
 






 
Ściskam Was.....serdecznie ( nie napiszę ciepło - bo biorąc pod uwagę obecne temperatury byłoby to przesadą:) Już za chwilę będę ODJECHANA :) Ruszam w trasę w Polskę na kolejne sesje i projekty. Także jeśli zobaczycie małą, zakręconą blondynkę w dużym samochodzie z którego wystają przeróżne rzeczy po bokach i która śpiewa na całe gardło w trakcie jazdy - to będę ja:) Pomachajcie mi, być może naprawdę spotkamy się na trasie:)
 
Udanych urlopów, odpoczynku, radości, pyszności na letnich stołach, i czego tylko jeszcze sobie na ten czas życzycie!!!
Do usłyszenia niebawem:)
Wasza zielona czółnowa.
 
 
 
Widoczne na zdjęciach:
 
Donice
* szare doniczki do ziół, lawendy, kosz druciany na owoce - NICZEGO SOBIE www.sklep.niczegosobie.com
  
Skorupy  i inne stołowe akcesoria:)
* drewniana tarka do sera typu parmezan, przetwory domowe z "Kazimierskiego składu towarów": borówka żurawina -  GALERIA LAWENDA www.galerialawenda.pl
 * miseczki porcelanowe, kubeczki, talerze INDYGO w kwiatki, butelka na kompot
   GREEN GATE/ AHOJHOME www.ahojhome.pl
* sztućce z porcelanowymi rękojeściami, stojak na talerze  VIILA NOSTALGIA    www.villanostalgia.pl
* kieliszki z grubego szkła, świecznik
   DESIGNE BY WOMEN www.designebywomen.pl
* talerze szare ARMONIA www.armonia.pl

     
Tekstylia: 
*poduchy, siedziska, obrusy, bieżniki, koszyczek na pieczywo, serwetki-
  DEKORIA www.dekoria.pl
tkaniny:
siedziska jasny szary ETNA 705-90
siedziska, bieżniki granat/indygo/szafir - JUPITER 127-61
bieżnik, wykończenie koszyczka na chleb - krateczka - BRISTOL 126-69
 
Inne
*fotel z technorattanu LENE BJERRE  - WONDERHOME www.wonderhome.pl
* kapelusz ogrodniczki :) GARDEN GIRL - AGO HOME www.agohome.pl
  

czwartek, 17 lipca 2014

Kule, które można pokochać:)


Moje podstawowe wyobrażenia o wymarzonym ogrodzie budowałam na podstawie pewnej książki, czytanej na umór w dzieciństwie. Chyba jedynie "Dzieci z Bullerbyn" zdołały przebić ilością powrotów "Tajemniczy ogród" napisany przez  Frances Hodgson Burnett. Dzięki tej książce właśnie, mamy  w ogrodzie taki zaczarowany gąszcz jaki mamy, a nieskoszona czasami trawa jakoś nie wpływa na jakość mojego snu:). Przyznam się Wam szczerze, że nie przepadam za ogrodami bez kwiatów czy kwitnących krzewów albo zbyt wymuskanymi. Nasadzenia z samych iglaków wydają mi się po prostu smutne, zaś ogrody wypieszczone do ostatniego chwaścika...chyba mnie z lekka przerażają:). Jestem ogrodniczką buntowniczką:) i wszystko robię tak, jak mam na to ochotę. Dzięki temu, mój ogród jest naprawdę mój, a na poranne zbiory kwiecia do wazonu - co roku cieszę się niczym dziecko.

 
Sadzę te rośliny, które kocham - niekoniecznie te, które powinniśmy tu mieć, np. ze wglądu na warunki... I bywa że łamię wszelkie "tak się powinno to robić" lub "tak się nie powinno tego robić" z pietyzmem i tonem nie znoszącym sprzeciwu wypowiadane przez zawodowych ogrodników.  Już nie raz pisałam o tym, że kilka lat temu zastaliśmy tu same chwasty, pousychane samosiejki, trawy po biodra i busz nie do przejścia. Usłyszałam też, że nie urosną mi tu żadne róże, nie mówiąc już o powojnikach, liliach itd....No i cóż... - mam wszystkie te rośliny:) i to w sporych ilościach. Po pierwsze dowiedziałam się o tym, czego potrzebują by żyć i kwitnąć, po drugie zorganizowałam im warunki prawie, że idealne,  a po trzecie i najważniejsze - nie machnęłam ręką zniechęcona, gdy doradzano mi, że "to się nie uda". Oczywiście - pewne rośliny męczą się nie w swoim klimacie czy nie na swojej ziemi - ale jeśli ruszymy głową, wymyślimy sposób, by im jednak było dobrze - można naprawdę odnieść sukces. I tak oto na naszej kwaśniej ziemi porobiliśmy bardzo wysokie rabaty z kaszubskich kamelotów, w których umieściliśmy czarnoziem wymieszany z obornikiem i kompostem. Róże i inne kwitnące czują się tu znakomicie. Rabaty podniesione to świetne rozwiązanie, gdy nasza ziemia nie jest dla jakichś roślinek odpowiednia.  Powojnikom wykopaliśmy zaś ogromne doły, w które również nawieźliśmy mnóstwo czarnoziemu  i odpowiednio go użyźniliśmy. Powojniki radzą sobie w nich świetnie! Grunt - to nie poddawać się! I jeśli o czymś naprawdę marzycie, po prostu poszukajcie innych rozwiązań, by te marzenia zrealizować. Nigdy nie zwątpiłam w to, że się jednak DA mieć taki dokładnie ogród, o którym marzyłam  - i dzięki takiemu nastawieniu patrzymy od kilku lat na:


 
 
 











 Z jednym nie musiałam ani walczyć, ani wymyślać "obejścia" Z przygodą z hortensjami. Pokochałam i to z wzajemnością:) Np. Hortensja DRZEWIASTA - widoczna na zdjęciu Anabelle, co roku zachwyca wszystkich przechodniów, jest bowiem  ogromna! Na zdjęciu widzicie posadzone wokół modrzewia 4 krzewy. Mają raptem 4 lata. W tym roku są normalnych rozmiarów, ale w zeszłym, były praktycznie mojej wysokości:) Osoby zaczynające dopiero swoją przygodę z ogrodami, zachęci zapewne fakt, że Anabellki nie wymagają żadnych dodatkowych zabiegów, poza podlewaniem:) Są niesamowicie wytrzymałe, pięknie wyglądają i dość szybko rosną. Tak się rozochociłam owym faktem, że w tym roku dołączyły do nas niespotykane jeszcze w Polsce Anabelle RÓŻOWE. Mają przepięknie wybarwione, delikatnie różowe kwiatki - w formie ogromnych kul.  Wyszukałam je przypadkiem w zaprzyjaźnionym już sklepie funkie.pl, przy okazji wybierania hortensji ogrodowych, o których za chwilę. Mam nadzieje, że różowe Anabellki okażą się równie pięknie co nasze białe:) Te np. które widzicie przy brązowym płotku to dosłownie maluszki, sadzone na wiosnę, zobaczcie ile mają już pączków:)! Jestem pewna, że za dwa lata przy płocie będzie niezły biały szpaler. Ale wróćmy do naszych przy modrzewiowych krzaków - czyż nie wyglądam w nich niczym krasnoludek? Niektóre z tych kwiatostanów to kule większe od mojej głowy:):):):)
 
 
 


 

 
 
Zaczęłam od hortensji Anabelle, żeby Was w nich z lekka rozkochać:) Ale tak naprawdę dziś chciałabym pokazać Wam również inne hortensje, które mnie najzwyczajniej w świecie sobą oczarowały. Hortensje BUKIETOWE ( kliknij by poznać ich różnorodność). Bardzo łatwe w uprawie, przepiękne, wytrzymujące nawet srogie zimy.  To właśnie je dosadzałam ostatnio w naszych hortensjowych zakątkach.  Jeśli i Wy pragniecie je uprawiać - NIC TRUDNEGO. Wystarczy że macie, lub zorganizujecie dla waszych roślinek kwaśną glebę, znajdziecie miejsce niezbyt słoneczne i będziecie dbali, by miały wilgotną glebę. No i oczywiście trzeba jeszcze czule do nich gadać:) zaś w czasie kwitnienia wspomagać i nawozić.  No ale, to już wiedzą wszyscy zielono zakręceni:) Lipiec czy sierpień to dobry czas by posadzić hortensje, jeśli nie zdążyliście tego zrobić wiosną. Zdążą się jeszcze ukorzenić przed zimą. Pamiętajcie tylko, by młode roślinki zawsze na zimę porządnie zabezpieczyć - ja wokół nich robiłam wyściółkowanie z kompostu i obornika, a z góry zabezpieczałam agrowłókniną - system sprawdza się znakomicie. Przed posadzeniem młodych roślin zanurzcie je na pół godziny w wodzie - w balii lub misce. W tzw. międzyczasie możecie wykopać dół - powinien być naprawdę spory, tak, byście mogli wypełnić go odpowiednim podłożem, hortensje potrafią dobrze zjeść:) Lubią zasobną w składniki pokarmowe glebę. Ja mieszam naszą ziemię o kwaśnym odczynie z kompostem kwaśnym (który robię z kompostu standardowego i "przeleżałych" igieł modrzewiowych) oraz z obornikiem  - i takim miksem zasypuję roślinkę w dole. Zostawiam zawsze nieckę - by można było nalewać więcej wody, a na wierzchu wysypuję dość drobno zmieloną korę - dzięki czemu wilgoć w glebie dłużej się utrzymuje. Jeszcze mi się nie zdarzyło przez te wszystkie lata posiadania ogrodu, by którykolwiek krzaczek się nie przyjął. :)
 
 
Niektóre z hortensji bukietowych trzymam w donicach - na tarasach lub w ogrodzie, później je wysadzę do gleby, ale na razie cieszą oko np. stojąc na kamelocie w balii ocynkowanej:) Trzeba tylko pamiętać by były systematycznie podlewane.
 

 

 
Hortensje bukietowe możecie również uprawiać na tarasach czy balkonach - jest jeden warunek. BARDZO duża donica, BARDZO solidnie zabezpieczona na zimę. ( stojąca na grubym np. styropianie i mocno owinięta dookoła np. folią bąbelkową i grubą jutą ( nie okrywamy od góry - musi być stały dostęp powietrza i opadów do gleby.) I powiem Wam jedno - warto o nie balkonowo zawalczyć, gdy kwitną bowiem, a kwitną długo i obficie - naprawdę zachwycają!
 
Chciałabym napisać Was moi mili czółnowscy, że po wydaniu magazynu wreszcie odpoczywam i się w końcu wakacyjnie lenię. Prawda jest jednak diametralnie inna - zaraz po wydaniu bezlitośnie dopadł mnie taki jeden gnojek.......borykam się z półpaśćcem, który to nie ma ani joty litości. Kto przeszedł - nic nie muszę tłumaczyć, kto nie przeszedł, oby Was to nigdy nie spotkało. Nie wiedziałam, że ból ma aż takie oblicze...Hortensjowymi zdjęciami właściwie sama dziś sobie poprawiłam nastrój:), Was pozdrawiam zaś bardzo mocno, mając cichą nadzieję, że również polubicie te hortensjowe wróżki:) I że jakiś czas, sami zasypiecie mnie lawiną zdjęć - swoich ogrodowych cudów:)
Moi chłopcy zorganizowali sobie dziś nockę pod gołym niebem - no może niezupełnie, bo śpią w namiocie:0 Ale wiecie - śpiwory,  męskie wieczorne rozmowy:) Pamiętam, że jako dziecko - uwielbiałam namiotowe historie:)
 
Do następnego razu moi mili!  Słonecznego, udanego weekendu!...z namiotami w tle lub bez:)
Wasza zielona:)
 
 
 
Widoczne na zdjęciach:
   
Rośliny:
* hortensje drzewiaste, hortensje ogrodowe FUNKIE.PL www.funkie.pl
* powojniki www.e-clematis.pl
 
Inne
* torba ogrodowa do przenoszenia sadzonek, fartuch do prac ogrodniczych GARDEN GIRL www.agohome.pl
 
 

środa, 9 lipca 2014

GREEN CANOE style / lato 2014 :)

Mamy chyba najwierniejszych czytelników na całym świecie:) BARDZO Wam dziękuję za te wszystkie maile z dopominaniem się magazynu:)  Mieliśmy małe kłopoty z serwerem Isuu, ale udało się po nierówniej walce:) w końcu magazyn "zawiesić"  i tym samym ZAPRASZAM do letniej lektury! :)

Oprócz podróży wnętrzarskich kulinarnych i ogrodowych, w tym numerze przygotowaliśmy dla Was aż 2 konkursy:) Pierwszy, w którym możecie wygrać subtelną porcelanę i inne domowe akcesoria Green Gate, drugi, w którym ktoś zabierze swoją rodzinę na tygodniowy pobyt do błogiej Krainy Szeptów:)
 
http://issuu.com/greencanoe/docs/gcs-2014_lato



Standardowo już - dziękuję serdecznie wszystkim płynącym z nami towarzyszom rejsu!:) Jak zwykle, kochani - było cudownie z Wami pracować:)

Nie przedłużając - AHOJ PRZYGODO!!!  TUTAJ wyruszamy :)