czwartek, 3 września 2015

NOWY etap.

Całą rodziną weszliśmy w  nowy etap życia. Nasz syn został pierwszoklasistą, a my - rodzice, zaczynamy ponownie swoją przygodę ze szkołą. I mam nadzieje, że jakoś sobie poradzimy - bo o synka raczej się nie obawiam:). 
Gdy wspominam z sentymentem swoją edukację wczesnoszkolną i obskurną szkołę pomalowaną w odcieniach...musztardy:),  dochodzę do wniosku że od dzieciństwa miałam niesamowite szczęście DO LUDZI - tak, do ludzi:) Nauczyciele, którzy wtedy opiekowali się moją klasą, obudzili w nas ciekawość świata, zaś dziecięcą radość i energię przekuli w pozytywne podejście do nauki. Marzy mi się, by właśnie takich "belfrów" spotkał na swojej drodze nasz syn. I żeby ze swojej szkoły miał tak cudowne wspomnienia, jak ja ze swojej.

 
Jeśli ktoś z moich czytelników swoje dzieciństwo przeżywał w latach 80tych, wie doskonale, jak wyglądały wtedy nasze pokoiki. Królowały meblościanki ( młodszym czytelnikom wyjaśniam, że były to twory zajmujące caaałą ścianę w pokoju mieszczące w sobie funkcję: szafy na ubrania, łóżka, szafeczek i biurka) W mojej meblościance nawet łóżko można było schować w ścianę:) Współczesne dziecięce pokoje wyglądają...nieco inaczej, prawda:)? W najbliższym wydaniu jesiennego magazynu, pokażemy Wam fajne propozycje z dziecięcych przestrzeni.  Leon, jako szkolniak dostał nowy, większy pokój, postaram się w najbliższym czasie pokazać jakie zastosowaliśmy w nim rozwiązania, które mają ułatwić mu pogodzenie zabawy z nauką - wypatrujcie posta. Ale dziś chciałabym podążyć w trochę inną stronę. Kulinarną mianowicie, to w końcu bardzo ważna część naszego magazynu i rejsów czółnem.
 
10 creative bento lunch box ideas | #BabyCenterBlog: 10 creative bento lunch box ideas | #BabyCenterBlog

W sklepikach szkolnych nie można już sprzedawać chipsów i innych wynalazków - które nigdy nie powinny się tam tak naprawdę znaleźć. W końcu:)! Ale wracając wczoraj  rano do domu, po odwiezieniu synka na pierwsze w jego życiu lekcje:), zastanawiałam się, na ile w rzeczywistości zmieni to sposób żywieniowy naszych dzieci. Bo jeśli nie kupią czipsów i batona w sklepiku szkolnym, to przecież zaraz za rogiem jest sklep spożywczy - a tam wszystkiego "złego" pod dostatkiem. Jeśli w domu, od najmłodszych lat, nasze dzieci nie zostaną przez nas nakarmione dobrymi nawykami żywieniowymi - to co pomoże zniesienie sprzedaży chipsów w sklepikach szkolnych? Równie dobrze, rodzic może mu baton czy małe chipsy włożyć do tornistra - bo już "zbuntowani" się odgrażają.  Niby mamy ogromną świadomość społeczną, że "jesteśmy tym co jemy". Niby wiemy jak niekorzystny wpływ na zdrowie ma żywność modyfikowana i słodycze oraz, że syrop glukozowo fruktozowy stosowany powszechnie w sokach - to pierwszy krok np. do raka. Tylko czy na pewno ta wiedza przebija się w działanie?
Nie wiem czy mieliście świadomość, że nadwaga i otyłość w polskich szkołach podstawowych dotyczą - 22% chłopców i 18% dziewczynek ( dane były zbierane od 2007 do 2010 r). I z roku na rok te procenty niestety rosną. Jemy w domach coraz mniej warzyw, nasze posiłki są coraz bardziej przetwarzane i coraz mniej ludzi w ogóle zwraca uwagę na to, co ma w lodówce, bo zakupy robi na szybko, po pracy, w hipermarketach. A tym samym - nasze dzieci niestety jedzą coraz bardziej dziwne rzeczy ...
 
 
Świetną pracę edukacyjną robi w tym temacie  fundacja SZKOŁA NA WIDELCU z Grzesiem Łopanowskim na czele. Organizują między innymi szkolenia, konferencje - dla dyrektorów szkół, intendentek, nauczycieli, rodziców - o tym co to znaczy prawidłowe żywienie, i jak można je wprowadzić w szkolne życie. Zobaczcie sobie TU jest cała rozpiska, może będą w Waszej okolicy?
 Kibicuję im od początku działalności i namawiam do powszechnego pochylenia nad tematem. Bo być może nie zdajemy sobie z tego sprawy - ale jako rodzice mamy ogromny, jak nie najważniejszy wpływ na to, czy nasze dzieci będą zdrowymi dorosłymi. Nie każdy z nas ma domy z ogrodami, nie każdy zakłada własne warzywniki, ale każdy może poświęcić trochę czasu i zmienić nawyki we własnym domu. To naprawdę nie jest aż takie trudne, jak nam się wydaje.
 
Make a really kick-ass salad that people will actually want to eat.
 
Jestem ciekawa jak Wy, moi zieloni czytelnicy radzicie sobie z tematem? Jakie macie poglądy? Jak karmicie swoje rodziny? Udaje Wam się mimo zabiegania codziennego, powalczyć z bylejakością i zdrowo karmić swoich bliskich? Co według Was oznacza ZDROWO?
 
p.s. dla mam szkolniaków: jeśli nie macie pomysłów na drugie śniadania do szkoły, podsyłam Wam stronkę, która jest moją ściągą:) Propozycje podzielone na miesiące a produkty dobrane sezonowo.
O proszę: ŚNIADANIA NA WYNOS.
 
Pozdrowienia od świeżo upieczonej mamy szkolniaka:) I SMACZNEGO zdrowego życia dla wszystkich uczniów!
 
 
 

czwartek, 27 sierpnia 2015

NIE PASUJE...

 To, co najbardziej ujmuje mnie w dzisiejszym postrzeganiu designu zawrzeć można w jednym słowie  - WOLNOŚĆ. Bo mimo faktu, że  królują na świecie owszem jakieś główne trendy wnętrzarskie, to jednak mamy w ramach nich samych lub w ich okolicznościach wszelakich - mnóstwo swobody. I marzy mi się tylko taka sytuacja, byśmy przestali się BAĆ i za przykładem np. kreatywnych Francuzów czy zluzowanych Włochów wprowadzali do naszych mieszkań więcej osobistych: PODOBA MI SIĘ się, a nie patrzyli jedynie na to, co jest akurat modne. Bardzo lubiłam oglądać na domo+ program o żyjących w najróżniejszych miastach świata ludziach, z fantazją urządzających swoje wnętrza. Były bardzo różne - począwszy od glamour z pazurem, przez skandynawskie w wyrazie, albo klasyczne, aż po bardzo artystyczne. Ale cechowała je wszystkie ODWAGA i ciekawość efektu końcowego:). Bo właściciele otwarcie mówili o tym, że obok otomany za kilka tys. dolców stoi skrzynia przyniesiona ze śmietnika:) Oraz o tym, że w całym zamyśle brał czynny udział projektant...i tu padało nazwisko.
 
Mam czasami wrażenie, że w Polsce takie zachowanie np. śmietnikowe czy szerzej ujmując rzecz - niestandardowe -   "nie przystoi", albo inaczej, że u nas wszystko musi PASOWAĆ. Czyli być takie, jak z katalogu, lub najlepiej - jak u sąsiada choćby blogowego.
 Buszuję ostatnio po necie, szukam inspiracji, "natycham" się dobrą energią ciekawych wnętrz i czytam co o nich opowiadają właściciele lub twórcy. Kilku niesamowitych miałam również przyjemnośc poznać osobiście.  Postanowiłam, że wszelkimi obrazami, osobami  które mnie zachwycą - będę dzielić się  również z Wami na blogu:)  Np. Kasią Gal - z którą konsultowałam pewien zakup i chęć zmian:) O czym już niedługo. Koniecznie wejdźcie na jej stronę. Jeśli szukacie świetnej projektantki wnętrz, jeśli szukacie otwartości na Wasze potrzeby, wiedzy, wyczucia, klasy, doświadczenia i dobrego smaku - to właśnie Kasia:)  Wczoraj np. zobaczyłam dzięki niej taki oto obrazek...i w związku z nim będę zmieniać naszą przestrzeń:) Ale nic więcej nie powiem na razie.


 
Tak modny ostatnio styl skandynawski odcisnął spore piętno na polskich wnętrzach. Ale w sposób "produkcji taśmowej" czasami mam wrażenie. Nie wiem jak Wam, ale mi wiele mieszkań/ domów nazywanych skandynawskimi, a które są prezentowane w internecie - zaczyna się zlewać w jedno. ...Czy to tylko ja widzę takie zjawisko? Ciekawa jestem Waszego zdania. Skandynawski trend moim zdaniem wzniósł wiele dobrego do naszych wnętrz - powiew świeżego powietrza:), światło, naturalne tkaniny i kolorystykę. Mimo, że nie mamy domu urządzonego w minimalistycznej stylistyce i raczej nie ciągnie mnie w takie rejony - potrafię ją jednak docenić...Bo w każdej ciekawej propozycji dotyczącej wnętrz lubię odnajdywać perełki, które mnie prywatnie zachwycają. I są w naszym domu. W Polsce przepiękne rzeczy - z namaszczeniem i ogromnym ładunkiem wartości dodanej robi ANITA. Od kilku lat jestem pod ogromnym wrażeniem z jakim szacunkiem w jej pracowni podchodzi się do zamówień i jak bardzo SŁUCHA tego, czego oczekujesz. Osobowość Anity, jej pozytywne nastawienie do świata, wrażliwość głęboka i ciekawość dobrego designu - bardzo widać we wszystkich jej pracach. Na jedną z nich patrzę codziennie:) Druga pracownia, która niezmiennie mnie zachwyca - MEIS IDEIS - to królestwo lnu. Marta, okiełznała go po mistrzowsku. Tam gdzie trzeba, podkreśla zgrzebność, albo splot, wykorzystuje jego naturalne pochodzenie.Dodaje grafiki.  Zobaczcie zresztą sami. I jeszcze AL, o której nie mogłabym nie napisać. Jest pierwszą w Polsce "drewnianą" pracownią, od której się tak naprawdę zaczęło wiele innych przygód ludzi pracujących z drewnem. Pracownią, z taką jakością drewna i z takim wykończeniem, że powinniśmy jej prace wystawiać na wystawach dobrego designu jako pachnące żywicą dobro narodowe:):):):):) Litery w pokoiku Leona pochodzą właśnie od niej, wiem, że zrobiły później furorę:)...A Al jeszcze o tym nie wie, ale za chwilę "zażyczać" sobie będę bardzo styraną życiem drewnianą tacę:)

Wielu moich czytelników zna te pracownie, wielu na pewno jeszcze nie - więc proszę, moje prywatne zachwyty. I choć daleko naszym wnętrzom do skandynawskiej regułki, to jak widać można w ramach WOLNOŚCI i PODOBA MI SIĘ :) - mieć w domu elementy pomieszanych styli. A co lubię mieć wokół siebie? Proszę, takie klimaty grają w czółnowej duszy:


 
living room
 
Chairs from Interstil, wooden table from Artwood

Gdybyście w tej chwili spytali mnie w jakim stylu urządziłabym swój nowo powstały dom, odpowiedziałabym bez mrugnięcia okiem  - HAMPTONS:) ....ale z elementami PODOBA MI SIĘ - czyli detalami, które wybrałabym sama, niekoniecznie katalogowo związanymi ze stylem:) lub które od lat są w naszym domu - niezmiennie przeze mnie lubiane. Jak choćby tkaniny...skandynawskie w wyrazie. Albo lampy...każda z innej bajki. Czy drewno w najróżniejszych odsłonach. I gdybym na śmietnisku zobaczyła przecudnej urody starą drewnianą skrzynię, np. wygłaskaną nadmorskim wiatrem - to bez żenady zabrałabym ją ze sobą i zestawiła ze srebrzonymi eleganckimi ramkami Lene Bjerre. 

A jakie Wy macie podejście do swoich przestrzeni? Stawiacie na jeden określony styl, czy raczej szukacie własnej drogi?

pozdrowienia przed weekendowe kochani! :)

p.s. wszystkie dzisiejsze zdjęcia pochodzą z Pinterest, nie jestem ich autorką i nie posiadam do nich praw autorskich.
 
 

wtorek, 25 sierpnia 2015

Wyniki konkursu

Jury ze Scandishop wybrało zwycięzców, których za chwilę ogłoszę :)
Poproszę wcześniej jedynie o wysłanie adresów do wysyłki swoich nagród na emailowy adres:
kontakt@scandishop.pl

GRATULUJĘ ! A oto szczęśliwcy:


1 MIEJSCE
Petronelka30 lipca 2015 21:49 Porcelana Green Gate kojarzy mi się z najwspanialszymi chwilami mojego dzieciństwa, które spędzałam u dziadków na wsi. Zamykam oczy i widzę moją babcię krzątającą się po letniej kuchni szykującą nam - wnukom posiłek. My siedzimy przy stole nakrytym obrusem, a na nim czerwone naczynia w białe kropki - oczywiście były emaliowane nie porcelanowe ale dla mnie były najpiękniejsze. Teraz gdy patrzę na kolekcję Spot Red wraca do mnie poczucie bezpieczeństwa i bezwzględnej akceptacji, które zapewniała mi przez wiele lat moja ukochana babcia.
Dziś już letnia kuchnia nie istniej, babcia nie żyje ale możliwość cieszenia oczu tą porcelaną wywołuje u mnie wzruszenie związane z tym co nie przemija, ze wspomnieniem szczęśliwego dzieciństwa.

Jeśli mogłabym czegoś sobie życzyć to dzbanuszek 0,5l Spot Red http://www.scandishop.pl/pl/p/Dzbanuszek-0%2C5L-Spot-Red-Green-Gate/669

Pozdrawiam cieplutko Ewa:)

2 MIEJSCE

Koza domowa7 sierpnia 2015 10:05 Green Gate kojarzy mi się ze spełnieniem marzeń o własnym domu z ogrodem i tarasem, na którym mogłabym cieszyć się rodzinnym śniadaniem. Na takim talerzu http://www.scandishop.pl/pl/p/Talerz-deserowy-Ziggy-Warm-Grey-Green-Gate/873 podałabym świeżo upieczone ciasto marchewkowe, które uwielbia mój Mąż. Drewniany, prosty stół, prosta i piękna porcelana z Green Gate w zygzaki, herbata, kawa, śpiew ptaków... i my. Marzenie do spełnienia.
Green Gate kojarzy mi się także z moją cudowną Babcią, która uwielbiała motywy kwiatowe na porcelanie. A przecież kwieciste wzory to znak rozpoznawczy Green Gate. Sama nazwa marki, Zielona Brama czy może Zielone Wrota, cudownie oddaje charakter produkowanych przez nią rzeczy. To takie drzwi do przyjemności, spokojnego sielskiego życia, niespiesznego popijania herbaty z cudownych filiżanek... Green Gate to błogostan. Tak mi się kojarzy. Przyjemność, słońce i błogostan. Szczęście. :)

3 MIEJSCE

A. Synonimem dla angielskiej nazwy duńskiej "Zielonej Bramy" są dla mnie takie polskie pojęcia, jak: tradycja, oryginalność, smak, subtelność, świeżość. Porcelana firmy jest mi znana dzięki charakterystycznym stylizacjom z mygreencanoe.blogspot.com, gdzie trafiłam przed kilkoma miesiącami w poszukiwaniu inspiracji do zmiany domowych wnętrz. Jak widać, wracam w to miejsce do dziś, ciesząc zmysły.
B. Jako kwintesencję marki wskazałabym produkt: http://www.scandishop.pl/pl/p/Maly-kubek-Star-Warm-Grey-Green-Gate/694 - charakterystyczny kształt naczynia, pastelowe, szare tło z białą gwiazdą to cechy, dzięki którym rozpoznam porcelanę Green Gate w każdym wnętrzu, w każdej stylizacji. Jednakże to http://www.scandishop.pl/pl/p/Kamionkowa-deska-do-krojenia-Liva-Warm-Grey-Green-Gate/937 skradła moje serce i chętnie widziałabym ją w swojej kuchni. Moim zdaniem, jest ona doskonałym dowodem tego, jak umiejętnie marka Green Gate łączy sztandarową tradycję z nowoczesnością, powodując, że jej produkty są nie tylko piękne, ale i funkcjonalne, a dzięki temu ponadczasowe.
Łączę pozdrowienia z wyrazami podziwu - dla Green Gate i dla autorki bloga, oczywiście :-)
Edyta (szkalcia@wp.pl)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

ZAPRASZAM na KONFERENCJĘ:)

16 września w Gdyni, a dokładnie w przepięknym hotelu QUADRILLE, odbędzie się KONFERENCJA DLA KOBIET PRZEDSIĘBIORCZYCH, w trakcie której będę miała przyjemność być prelegentem - w doborowym towarzystwie zresztą. Jeśli jesteś na etapie przemyśleń - o tym czy założyć własną firmę? Lub jeśli jesteś poczatkującym kobietą/przedsiębiorcą - koniecznie musisz nas odwiedzić:)
 
https://frontwoman.wordpress.com/2015/08/20/prelegenci-frontwoman/

 
TUTAJ znajdziecie wszystkie szczegóły dotyczące zapisów. Zostało jeszcze kilka wolnych miejsc - więc...DO ZOBACZENIA !!!!:):):):)

środa, 12 sierpnia 2015

SESJE ZDJĘCIOWE - z czym to się je?

Obiecałam Wam już dawno temu, że napiszę taki post " roboczo - fotograficzny". A, że ostatni tydzień upłynął mi właśnie w studio - lepszej okazji nie będzie. No to starujemy: projekt dla Bakalland i Delecta . Ja mieszałam na planie:), David - kulinarnie...ale my -  to tylko wierzchołek góry lodowej:) Za nami stał cudowny zespół. I kierowanie nim - było czystą przyjemnością.



sesja dla: BAKALLAND, DELECTA
miejsce: Warszawa, SOHO FACTORY/ Studio Whirpool
agencja obsługująca projekt: BRAND SUPPORT
temat: Kulinaria/książka kucharska
art. director: Joanna Marciniak - Wróblewska
fotografia: Rafał Meszka, WoYtek
kulinaria; zespół Davida Gaboriaud
stylizacja: GREEN CANOE Studio: 
Monika Stachowska, Anna WitkiewiczMatylda Rosłaniec

 A tu, proszę, nasz  prawie cały boski team:


Patrząc na "ładne obrazki" czy to w magazynach wnętrzarskich, kulinarnych, czy właśnie w książkach kucharskich, bardzo dużo ludzi myśli, że taka fotografia to żadna filozofia a  praca fotografa, stylisty itd. - to "zabawa". Oglądając smaczne ujęcia, piękne wnętrza itd. przekładamy ów przyjemny odbiór na osobę, która owe zdjęcie zrobiła i wystylizowała. O tym, jak naprawdę wygląda moja praca pisałam już TU.  Fotografia studyjna a fotografia wnętrzarska, reportażowa - to są całkiem inne obszary działania, z jednym tylko łącznikiem -  APARATEM:) Nie wypowiem się na temat fotografii reportażowej czy ślubnej itd. - bo to nie moja dziedzina. Ale dziś chciałabym napisać Wam z czym wiąże się praca w studio - i to przy bardzo dużych projektach, właśnie takich jak dla Bakalland i Delecty.
 
 



  
 1. Waga przedsięwzięcia i ludzie 

Przy dużych akcjach, w studio jest zazwyczaj mnóstwo ludzi - a każdy z nich przynosi swoją historię, energię, oczekiwania, umiejętności, obawy, nastrój itd. Jako fotograf - masz z nimi kontakt non stop - otaczają Cię z każdej strony. To managerowie albo współpracownicy -  stylizują, czasami po prostu stoją i patrzą, czasami próbują doradzać, rozmawiać. Słowem  - SĄ. I trzeba się nauczyć z nimi współpracować a czasami po prostu ich "nie widzieć".

Jako art director - musisz ów cały zespół i cały projekt  najzwyczajniej w świecie - OGARNĄĆ:), czyli zorganizować pracę oraz dopilnować, by cały zamysł artystyczny od początku pracy do ostatniego dnia był utrzymany w ustaleniach. Oprócz aspektu artystycznego, ważny jest również ten ludzki - osoba zarządzająca dużym projektem sesyjnym musi być przygotowana na to, aby tak wielki osobowościowy tygiel - płynnie połączyć. Sprawić, by ludziom pracowało się ze sobą dobrze. Często rozwiązywać również na bieżąco ich problemy, by mogli skupić się na dalszej pracy.  Przy sesjach kulinarnych "na żywo" - bardzo ważna jest komunikacja z szefem kuchni i na bieżąco ustalanie dalszych etapów pracy, jak i rozwiązywanie wszystkich problemów - bo te pojawiają się prawie zawsze:) Jeszcze nie robiłam dużych sesji, by nie pojawiły się jakieś "płotki" mniejsze czy większe do przeskoczenia, które zresztą zostawały wspólnie pokonywane:). Przygotować się również trzeba, że w jednej sekundzie usłyszysz z 4 miejsc : "Asia"! - podejdź, potrzebujemy Cię. I tak kilkadziesiąt razy dziennie:) Oraz, że różne nagłe sytuacje wymuszą podjęcie ważnych decyzji dosłownie w kilka sekund. Praca w studio przy "żywych" projektach i przy jednoczesnej presji czasu oznacza zmobilizowanie wszystkich sił, wszystkich uczestników oraz uruchomienie pozytywnego nastawienia. Jeśli masz wokół siebie ludzi, którym się CHCE i wszyscy czują , że gramy do jednej bramki - to możesz sobie wywróżyć pełen sukces:) I w tym miejscu bardzo chciałabym podziękować WSZYSTKIM, z którymi pracowałam przez ten tydzień - kochani, DZIĘKUJĘ Wam z całego serca! Za takie zaangażowanie, za zrozumienie dla siebie nawzajem, za niesamowitą atmosferę, za te śmiechy, które jeszcze mi brzmią w uszach! To nie był mój pierwszy tak duży projekt, ale pierwszy raz w życiu miałam ochotę Wszystkich uczestników zabrać po prostu do siebie do domu :):):) - i spędzić z Wami jeszcze więcej czasu, już bardziej prywatnie. To jest moja wartość dodana tej sesji i prywatny bonus - właśnie WY!!!:):):) 



A dla moich najcudowniejszych na świecie stylistek czółnowych - oddzielne podziękowania. Dziewczyny, nawet przez sekundę mnie nie zawiodłyście - jestem pod ogromnym wrażeniem Waszych talentów, elastyczności i wspaniałych charakterów.

Po 2. System pracy - tak naprawdę każdy projekt generuje inne ustalenia. Jeśli robisz typowe spokojne zdjęcia studyjne np. choćby packshot'owe,  to sytuacja jest dość klarowna - musisz po prostu być dobrym fotografem:), umiejętnie operować światłem, i zaplanować sobie pracę - w takim spokojnym trybie rzadko zdarzają się niespodzianki.
Inaczej wszystko wygląda dla sesji "żywych", gdzie na bieżąco trzeba nanosić zmiany.  Praca dla tego projektu to np. była twórcza jazda kolejką górską:):):). Z tego głównie powodu, że w czasie rzeczywistym były wypiekane ciasta - i potem od razu fotografowane. Moi mili, WSZYSTKIE przepisy, które znajdziecie w "Wielkiej księdze z wypiekami" zostały przez naszą ekipę wypieczone, sfotografowane i oczywiście potem skonsumowane:) - słowem, to właśnie my byliśmy pierwszymi testerami:) Każdy dzień, poza misternie przygotowanym planem działania i ustaleniami zespołów, przynosił nam również niespodzianki. I dosłownie w każdym trzeba było w bardzo elastyczny sposób rozwiązywać wiele sytuacji, które nas zaskakiwały -... oczywiście, że daliśmy radę:)


W systemie pracy na takim planie najważniejsza jest WSPÓŁPRACA. Nie ma nic ważniejszego moi mili. Możesz mieć najlepszy sprzęt na świecie, możesz mieć cudne obiekty do fotografowania, możesz mieć mnóstwo pięknych rzeczy do stylizacji,  możesz mieć nawet i dobre chęci - ale jeśli zespół fotografów nie potrafi współpracować z zespołem stylizacyjnym, i na odwrót, a do tego jeśli zespół artystyczny nie potrafi współpracować z kuchnią  - zdjęcia po prostu nie będzie, albo będzie bardzo słabe. Patrząc na współpracę czółnowych stylistek z fotografami i w ogóle zachowanie wszystkich osób na planie - byłam nieludzko!!! :) dumna i cieszyłam się jak dziecko. Nie ma dla mnie nic bardziej "nakręcającego" zawodowo jak fruwająca w powietrzu SYMPATIA:)  - jak pomoc wzajemna, jak wspólna chęć by zadaną pracę zrobić najlepiej jak się tylko da. Patrząc na taki team miałam wrażenie, że nawet jak bym ich poprosiła o lot w kosmos - to by od razu zaczęli wspólnie działać i zbierać graty do zbudowania rakiety:):):):)

Po raz któryś już napiszę na tym blogu - mam niesamowite szczęście do pracowania ze wspaniałymi ludźmi:)



 
 
 




 


Po3. Klient i agencja.
Twój Klient oraz agencja, obsługująca projekt dla owego klienta może być dla Ciebie zmorą lub aniołem:) Przeżyłam w swoim zawodowym życiu i jedno i drugie. To drugie właśnie w ostatnim tygodniu. Rzadko się zdarza, że ludzie z agencji naprawdę wierzą w kompetencje zatrudnionych przez siebie fotografów i stylistek - i nie przeszkadzają:). Nie doradzają, nie wymuszają, nie jęczą, nie cmokają:) nad głową i nie próbują stwarzać atmosfery pełnej presji czasowej - po to, by pseudo "przyspieszać" pracę. Rzadko się zdarza również, że potrafią stworzyć tak komfortowe warunki do pracy - dla całego zespołu. Jeśli więc kiedykolwiek będziecie szukali dla swoich firmowych projektów najlepszej agencji pod słońcem - to proszę :



BRAND SUPPORT z eteryczną Aurelią, która była naszym dobrym aniołem opiekunem:) i dawała wiele wolności twórczej.

I na koniec już....w trakcie zdjęć,  na planie pojawiali się przedstawiciele Bakallandu i Delecta, odpowiedzialni ze strony firmy za sam konkurs i projekt sesyjny. Takie wizyty sprawdzające na planach to standard. Tak się składa, że współpracuję z Bakallandem już 2 lata i wiedziałam od razu, że to świetni ludzie.   Ale i tak bardzo miło zaskoczona byłam samym przebiegiem tych wizyt. Bo trzeba mieć w sobie po prostu wielką KLASĘ, by zachowywać się tak, że nikt z nas, nawet ich nie odczuł. Mało tego - usłyszeliśmy od razu dużo dobrych słów, poczuliśmy wyraźne wsparcie - które ZAWSZE powinno się pojawiać przy tego rodzaju wspólnych akcjach.
Aniu, Agnieszko, Marzenko - dziękuję Wam bardzo:) Chapeau bas! 

 
 
a w liczbach:

102 ciasta w 5 dni
około 200 zdjęć
SETKI rzeczy do stylizacji
sen po 4 godziny na dobę:)
miliony uśmiechów i tyle samo żartów
niezliczona ilość dobrej energii
i wypowiadane przeze mnie co chwilę " robimy to w 2 wersjach" :):):):)


...lubię wracać do domu po takiej twórczej maksymalnej eksploatacji:):):)...wczoraj patrzyłam z brzegu na zachód słońca nad jeziorem, na moich chłopaków nurkujących, na wiatr w gałęziach przybrzeżnych wierzb... wokół cisza ...
po tygodniu pracy na najwyższych obrotach - wróciłam do bazy:)

Uściski kochani czółnowscy - zaloguję się tylko jeszcze w rzeczywistość:) i już za moment do Was blogowo wracam:)
pa!




poniedziałek, 3 sierpnia 2015

W starym piecu diabeł pali :)

Zanim zacznę - jesteśmy już na INSTAGRAMIE:) O TUTAJ! :) można nas obserwować.
 
A wracając do pieców i diabła:) Pierwszy raz usłyszałam to powiedzenie jako dziecko i przez wieeele lat nie potrafiłam zrozumieć czemu stare piece tak przyciągają diabły:) I choć dziś doskonale wiem, co tak naprawdę kryje się pod hasłem "stary piec" :):):)....i tak gdzieś tam z tyłu głowy widzę rogatego diabła dorzucającego drew do ognia. Dębowych albo bukowych oczywiście - te palą się najpiękniej:)
 
 
Wszyscy posiadacze kominków i palenisk potwierdzą na pewno, że widok tańczącego ognia w domu - zwłaszcza wtedy, gdy za oknem słota, wiatr i generalnie FUJ:) - to najlepszy poprawiacz nastroju. Jeśli mam gorszy dzień, gdy zdarzy się, że witam poranek fochem, niewyspaniem, niepokojem, chandrą  - od razu idę rozpalać w kominku. Nic mi nie poprawia tak nastroju jak trzaskający ogień. Jeszcze tylko poranna kawa - i do przodu:) Wielokroć pytaliście mnie jakiego rodzaju mamy kominek, czym w nim palimy, co mogłabym polecić. No cóż - kominek, którym dysponujemy to sprzęt zastany, który kupiliśmy wraz z domem. Połączony jest z systemem rozprowadzania powietrza praktycznie po całym domu, z czego tak naprawdę nie korzystamy:) Jak się w nim porządnie napali, oddaje tak dużą ilość ciepła do pomieszczenia, że nie musimy włączać rozprowadzania. Świetnie sprawdzają się kominki z płaszczem wodnym - często wybierane jako dodatkowa lub główna opcja ogrzewania domów. Ale jeśli chcecie mieć po prostu kominek sam w sobie, bez dodatkowych opcji rozprowadzania ciepła i tak nastawcie się na to, że może Was porządnie ogrzać. Warunek jest jeden - trzeba w nim palić naprawdę suchym drewnem. Dlaczego? Bo mokre drewno liściaste, np. niesezonowane będzie się jedynie tliło ( i słychać będzie przy tym charakterystyczny syyyyyyyyk). Nie da na pewno ani ciepła, ani żywych energicznych płomieni. Paląc mokrym drewnem, narazimy się na duże straty energetyczne - energia zużyta jest bowiem na odparowanie wody a nie grzanie naszego wnętrza. Przy takim drewnie non stop jest również "zakopcona" szyba kominkowa.
Mokre drewno iglaste zaś - np. sosna, świerki-  jest bardzo żywiczne, w trakcie spalania żywica może np. osiadać w przewodzie kominowym, co doprowadzić może do samozapłonu - mieliśmy takie przypadki u sąsiadów. Podsumowując - TYLKO suche drewno:)
 
 
 
 
Po czym poznajemy sezonowane drewno - jeśli je kupujemy, a nie sami suszymy? Przede wszystkim po wadze. Suche drewno jest o wiele lżejsze niż świeże, dopiero co ścięte. Różnica jest naprawdę duża. Suche drewno ma również w przekroju charakterystyczne spękania - mokre drewno będzie gładkie i w dotyku czasami nawet wilgotne. Sezonowanie drewna wg teorii powinno trwać minimum 2 lata  - wtedy jest najbardziej kaloryczne. Używaliśmy drewna sezonowanego 2 lata  oraz sezonowanego 1 rok - przy paleniu wyczuwa się co prawda różnicę, ale w naszym przypadku nawet to rocznie sezonowane drewno ładnie się spalało.
Niektóre tartaki mają specjalne suszarnie, do których ścięte drewno wkładane jest na okres 2, 3 tygodni - i sprzedawane dopiero po wysuszeniu. To dobra opcja dla "spóźnialskich", którzy np. o kupnie drewna zapomnieli. I od razu się przyznaję, że zdarzyło nam się z niej skorzystać:). Tak podsuszone drewno nie jest  tak mocno kaloryczne, jak to sezonowane, ale zdecydowanie lepiej się pali niż zupełnie świeże.
 
 
Jak sezonować, i co sezonować? Najlepiej drewno liściaste. Nie ma substancji smolistych, które brudzą szybę, pali się równo, bardzo energetycznie i powstaje z niego niewiele popiołu. Paliliśmy już bukiem, olchą, brzozą i dębem. Zostaliśmy przy buku. Czasami dorzucamy brzozę. Dąb jest najdroższy - pali się za to najdłużej i oddaje najwięcej ciepła. Zaraz po nim klasuje się buk - jeśli jest dobrze wysuszony, również będzie nam się ładnie palił. Z brzozą bywało bardzo różnie. Po 1. potrzebuje więcej czasu by przeschnąć - jest pełna soków, które dość długo wyparowują. Po 2. nie jest tak kaloryczna jak buk, nie daje tak dużo ciepła. A gdy trafimy na źle wysuszoną brzozę - to będziemy oglądali tlące się ledwo co polana i słyszeli charakterystyczne SYYYYYYCZENIE, o którym wyżej już wspominałam. Drewno najlepiej jest kupować z wycinki zimowej/wczesno wiosennej i składować - minimum do następnej zimy. Jeśli kupicie je teraz- możecie zużyć dopiero w przyszłym roku, będzie odpowiednio długo przesezonowane:)
 

 
Gdzie suszymy? Najlepiej oczywiście w drewutniach. Dostosowanych do naszych potrzeb. Jeśli ktoś pali rekreacyjnie, wystarczy mu drewutnia na 2, 3 metry kwadratowe. Jeśli zaś ogrzewanie kominkowe pełni zasadniczą rolę w sezonie - trzeba pomyśleć o porządnej drewutni na 12, 14 a nawet 16 metrów.
 
Bardzo ważne, by drewutnia oprócz zadaszenia:) miała w ściankach szczeliny - musi w niej krążyć swobodnie powietrze, wiatr, dochodzić słońce. Tylko wtedy nasze drewno wyschnie dość szybko, nie zapleśnieje i będzie się nadawało do bezproblemowego używania. Widziałam drewno wyjmowane ze szczelnie zamkniętych pomieszczeń - było zatęchłe i popleśniałe.  Fajnie gdyby miejsce przeznaczone na drewutnię było dość przewiewne, najlepiej od południowej, zachodnio południowej strony - wtedy dla suszenia będą najlepsze czynniki atmosferyczne. Nie stawiajmy raczej drewutni np. za domem przy stronie północnej - tam drewno będzie zdecydowanie wolniej schło.
 
 
 
Nasza drewutnia jest duża. Zużywamy w sezonie około 12 metrów drewna.  Podzielona na 3 pojemne komory pozwala na zaplanowanie sezonowania i ułatwia wyjmowanie polan. Jak zwykle w moim przypadku, nabyliśmy ją przez internet oczywiście:):):). Znajdziecie ją  na stronie DREWNOLANDIA.PL a ja na pewno polecę z czystym sumieniem - i to zarówno firmę jak i samą drewutnię. Po pierwsze - świetna obsługa. O jakież miłe zaskoczenie po naszych niektórych "współpracach" z panami wykonawcami. Terminowość, jakość, montaż i ekipa montażowa - bez zarzutu. Spełnili wszystkie moje wysokie standardy - co graniczy z cudem:)  Po drugie - sama drewutnia jest dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażałam. Świetnie zmontowana, solidna, ładnie wykończona. Montaż trwał zaledwie kilka godzin - szybko, milo, czysto:) Przyjechała w częściach a panowie ja złożyli sprawnie niczym klocki.  
Jeśli więc ktoś z Was jest na etapie poszukiwania rzetelnej firmy i pięknej drewutni to naszą polecić mogę z zamkniętymi oczami. Jest po prostu bardzo dobrej jakości.
 
 
Wokół drewutni zorganizowałam ogród oczywiście - 2 małe rabaty. Teraz są już ładnie zarośnięte. Wiem, że sporo ludzi traktuje drewutnie trochę po macoszemu, wciskając je w jakiś kąt działki - ja naszą wyeksponowałam. Idąc do drzwi głównych przechodzi się właśnie koło niej i podziwia ogrom bukowych klocków:) Bardzo lubię ten widok:)
 
 
Mam nadzieję, że wszyscy spragnieni drewnianych informacji poczuli się usatysfakcjonowani:) Na pożegnanie dziś, posyłam Wam.....oczywiście, że moje ukochane kadry zielone -  lilie, powojniki, hortensje - opanowały ogród:)
 
 







 
Od jutra poranną kawę przez dłuższy czas będę popijać w Warszawie:) Zaczynamy SŁODKI PROJEKT - maraton zdjęciowy dla Bakalland i Delecta:)  Ależ będzie pracy! Trzymajcie kciuki za efekty:) Postaram się w miarę na bieżąco zdawać relację - na INSTAGRAMIE i na fejsie.
PA! do zobaczenia - na trasie, lub w stolicy:)

Wasza zielona:)


czwartek, 30 lipca 2015

A dla Was - GREEN GATE :)

Jestem Ambasadorem marki GREEN GATE na Polskę już 4ty rok :) Niezmiennie zachwyca mnie świetną jakością swojej porcelany jak i samym wzornictwem. Do uroczych kwiecistych wzorów bowiem, firma dołączyła również bardziej eleganckie motywy, a do słodkich pasteli - szarości i beże.
Najnowsza kolekcja, która już za chwilę wejdzie do sklepów - m. inn do SCANDISHOP, który jest fundatorem dzisiejszych nagród,  mogłaby w całości znaleźć się w mojej witrynie...jest przepiękna.


 
 Wiem doskonale, że wielu z Was na punkcie Green gate ma pozytywnego fioła:), więc tym bardziej milej jest mi ogłosić - lekki i przyjemny konkurs, w którym rozdajemy Green gate'owe hity z ostatnich kolekcji! TRZYMAM zatem ZA WAS KCIUKI:)
 
Organizator i fundator nagród sklep SCANDISHOP, postarał się byście mieli prawdziwą przyjemność z wygrywania. Nie dość, że przeznaczył dla Was nagrody rzeczowe, o których za chwilę, to jeszcze możecie SAMI WYBRAĆ dodatkową nagrodę - ze wszystkich produktów Green gate dostępnych w sklepie. Sami zdecydujecie co to ma być:)  Fajnie? 
 
Zaczynamy zatem, oto ZADANIE KONKURSOWE:
 
W komentarzach pod tym postem A. napisz - z czym/kim kojarzy Ci się najbardziej porcelana Green Gate?
Zaś z produktów Green gate dostępnych w sklepie fundatora SCANDISHOP  - o TUTAJ -
B. wybierz ten, który według Ciebie najlepiej reprezentuje tę markę i który chciałabyś/chciałbyś mieć w swojej kuchni:) Dlaczego właśnie ten produkt? Pamiętaj by podać w komentarzu LINK do niego.
 
Myślę, że będzie łatwo się Wam po sklepie poruszać - Scandishop bowiem właśnie rusza z nową odsłoną swojej witryny - jest jasno, przyjaźnie...i wybór, który przyprawia o zawrót głowy:) MIŁEGO BUSZOWANIA zatem i wybierania swojej nagrody !
 

Nagrody:

1. miejsce
Dzbanek SPOT RED i 2 kubki SPOT RED

plus TWOJA wybrana nagroda.

2. miejsce

PLED we wzorki  i 2 kubki Ziggy warm grey
plus TWOJA wybrana nagroda.


3. miejsce

2 filiżanki Ditte mint
Plus TWOJA wybrana nagroda.


Na Wasze zgłoszenia czekamy od dziś ( 30 lipiec 2015) do 15 sierpnia 2015. Wyniki ogłosimy 20 sierpnia - na blogu oraz facebooku. Regulamin konkursu dostępny TUTAJ. 
W konkursie mogą również brać udział osoby nie prowadzące blogów ( czyli wpisy anonimowe - prosimy wtedy o dopisanie adresu mailowego do kontaktu), tylko RAZ jedna osoba może umieścić wpis.
POWODZENIA!!!!