czwartek, 17 lipca 2014

Kule, które można pokochać:)


Moje podstawowe wyobrażenia o wymarzonym ogrodzie budowałam na podstawie pewnej książki, czytanej na umór w dzieciństwie. Chyba jedynie "Dzieci z Bullerbyn" zdołały przebić ilością powrotów "Tajemniczy ogród" napisany przez  Frances Hodgson Burnett. Dzięki tej książce właśnie, mamy  w ogrodzie taki zaczarowany gąszcz jaki mamy, a nieskoszona czasami trawa jakoś nie wpływa na jakość mojego snu:). Przyznam się Wam szczerze, że nie przepadam za ogrodami bez kwiatów czy kwitnących krzewów albo zbyt wymuskanymi. Nasadzenia z samych iglaków wydają mi się po prostu smutne, zaś ogrody wypieszczone do ostatniego chwaścika...chyba mnie z lekka przerażają:). Jestem ogrodniczką buntowniczką:) i wszystko robię tak, jak mam na to ochotę. Dzięki temu, mój ogród jest naprawdę mój, a na poranne zbiory kwiecia do wazonu - co roku cieszę się niczym dziecko.

 
Sadzę te rośliny, które kocham - niekoniecznie te, które powinniśmy tu mieć, np. ze wglądu na warunki... I bywa że łamię wszelkie "tak się powinno to robić" lub "tak się nie powinno tego robić" z pietyzmem i tonem nie znoszącym sprzeciwu wypowiadane przez zawodowych ogrodników.  Już nie raz pisałam o tym, że kilka lat temu zastaliśmy tu same chwasty, pousychane samosiejki, trawy po biodra i busz nie do przejścia. Usłyszałam też, że nie urosną mi tu żadne róże, nie mówiąc już o powojnikach, liliach itd....No i cóż... - mam wszystkie te rośliny:) i to w sporych ilościach. Po pierwsze dowiedziałam się o tym, czego potrzebują by żyć i kwitnąć, po drugie zorganizowałam im warunki prawie, że idealne,  a po trzecie i najważniejsze - nie machnęłam ręką zniechęcona, gdy doradzano mi, że "to się nie uda". Oczywiście - pewne rośliny męczą się nie w swoim klimacie czy nie na swojej ziemi - ale jeśli ruszymy głową, wymyślimy sposób, by im jednak było dobrze - można naprawdę odnieść sukces. I tak oto na naszej kwaśniej ziemi porobiliśmy bardzo wysokie rabaty z kaszubskich kamelotów, w których umieściliśmy czarnoziem wymieszany z obornikiem i kompostem. Róże i inne kwitnące czują się tu znakomicie. Rabaty podniesione to świetne rozwiązanie, gdy nasza ziemia nie jest dla jakichś roślinek odpowiednia.  Powojnikom wykopaliśmy zaś ogromne doły, w które również nawieźliśmy mnóstwo czarnoziemu  i odpowiednio go użyźniliśmy. Powojniki radzą sobie w nich świetnie! Grunt - to nie poddawać się! I jeśli o czymś naprawdę marzycie, po prostu poszukajcie innych rozwiązań, by te marzenia zrealizować. Nigdy nie zwątpiłam w to, że się jednak DA mieć taki dokładnie ogród, o którym marzyłam  - i dzięki takiemu nastawieniu patrzymy od kilku lat na:


 
 
 











 Z jednym nie musiałam ani walczyć, ani wymyślać "obejścia" Z przygodą z hortensjami. Pokochałam i to z wzajemnością:) Np. Hortensja DRZEWIASTA - widoczna na zdjęciu Anabelle, co roku zachwyca wszystkich przechodniów, jest bowiem  ogromna! Na zdjęciu widzicie posadzone wokół modrzewia 4 krzewy. Mają raptem 4 lata. W tym roku są normalnych rozmiarów, ale w zeszłym, były praktycznie mojej wysokości:) Osoby zaczynające dopiero swoją przygodę z ogrodami, zachęci zapewne fakt, że Anabellki nie wymagają żadnych dodatkowych zabiegów, poza podlewaniem:) Są niesamowicie wytrzymałe, pięknie wyglądają i dość szybko rosną. Tak się rozochociłam owym faktem, że w tym roku dołączyły do nas niespotykane jeszcze w Polsce Anabelle RÓŻOWE. Mają przepięknie wybarwione, delikatnie różowe kwiatki - w formie ogromnych kul.  Wyszukałam je przypadkiem w zaprzyjaźnionym już sklepie funkie.pl, przy okazji wybierania hortensji ogrodowych, o których za chwilę. Mam nadzieje, że różowe Anabellki okażą się równie pięknie co nasze białe:) Te np. które widzicie przy brązowym płotku to dosłownie maluszki, sadzone na wiosnę, zobaczcie ile mają już pączków:)! Jestem pewna, że za dwa lata przy płocie będzie niezły biały szpaler. Ale wróćmy do naszych przy modrzewiowych krzaków - czyż nie wyglądam w nich niczym krasnoludek? Niektóre z tych kwiatostanów to kule większe od mojej głowy:):):):)
 
 
 


 

 
 
Zaczęłam od hortensji Anabelle, żeby Was w nich z lekka rozkochać:) Ale tak naprawdę dziś chciałabym pokazać Wam również inne hortensje, które mnie najzwyczajniej w świecie sobą oczarowały. Hortensje BUKIETOWE ( kliknij by poznać ich różnorodność). Bardzo łatwe w uprawie, przepiękne, wytrzymujące nawet srogie zimy.  To właśnie je dosadzałam ostatnio w naszych hortensjowych zakątkach.  Jeśli i Wy pragniecie je uprawiać - NIC TRUDNEGO. Wystarczy że macie, lub zorganizujecie dla waszych roślinek kwaśną glebę, znajdziecie miejsce niezbyt słoneczne i będziecie dbali, by miały wilgotną glebę. No i oczywiście trzeba jeszcze czule do nich gadać:) zaś w czasie kwitnienia wspomagać i nawozić.  No ale, to już wiedzą wszyscy zielono zakręceni:) Lipiec czy sierpień to dobry czas by posadzić hortensje, jeśli nie zdążyliście tego zrobić wiosną. Zdążą się jeszcze ukorzenić przed zimą. Pamiętajcie tylko, by młode roślinki zawsze na zimę porządnie zabezpieczyć - ja wokół nich robiłam wyściółkowanie z kompostu i obornika, a z góry zabezpieczałam agrowłókniną - system sprawdza się znakomicie. Przed posadzeniem młodych roślin zanurzcie je na pół godziny w wodzie - w balii lub misce. W tzw. międzyczasie możecie wykopać dół - powinien być naprawdę spory, tak, byście mogli wypełnić go odpowiednim podłożem, hortensje potrafią dobrze zjeść:) Lubią zasobną w składniki pokarmowe glebę. Ja mieszam naszą ziemię o kwaśnym odczynie z kompostem kwaśnym (który robię z kompostu standardowego i "przeleżałych" igieł modrzewiowych) oraz z obornikiem  - i takim miksem zasypuję roślinkę w dole. Zostawiam zawsze nieckę - by można było nalewać więcej wody, a na wierzchu wysypuję dość drobno zmieloną korę - dzięki czemu wilgoć w glebie dłużej się utrzymuje. Jeszcze mi się nie zdarzyło przez te wszystkie lata posiadania ogrodu, by którykolwiek krzaczek się nie przyjął. :)
 
 
Niektóre z hortensji bukietowych trzymam w donicach - na tarasach lub w ogrodzie, później je wysadzę do gleby, ale na razie cieszą oko np. stojąc na kamelocie w balii ocynkowanej:) Trzeba tylko pamiętać by były systematycznie podlewane.
 

 

 
Hortensje bukietowe możecie również uprawiać na tarasach czy balkonach - jest jeden warunek. BARDZO duża donica, BARDZO solidnie zabezpieczona na zimę. ( stojąca na grubym np. styropianie i mocno owinięta dookoła np. folią bąbelkową i grubą jutą ( nie okrywamy od góry - musi być stały dostęp powietrza i opadów do gleby.) I powiem Wam jedno - warto o nie balkonowo zawalczyć, gdy kwitną bowiem, a kwitną długo i obficie - naprawdę zachwycają!
 
Chciałabym napisać Was moi mili czółnowscy, że po wydaniu magazynu wreszcie odpoczywam i się w końcu wakacyjnie lenię. Prawda jest jednak diametralnie inna - zaraz po wydaniu bezlitośnie dopadł mnie taki jeden gnojek.......borykam się z półpaśćcem, który to nie ma ani joty litości. Kto przeszedł - nic nie muszę tłumaczyć, kto nie przeszedł, oby Was to nigdy nie spotkało. Nie wiedziałam, że ból ma aż takie oblicze...Hortensjowymi zdjęciami właściwie sama dziś sobie poprawiłam nastrój:), Was pozdrawiam zaś bardzo mocno, mając cichą nadzieję, że również polubicie te hortensjowe wróżki:) I że jakiś czas, sami zasypiecie mnie lawiną zdjęć - swoich ogrodowych cudów:)
Moi chłopcy zorganizowali sobie dziś nockę pod gołym niebem - no może niezupełnie, bo śpią w namiocie:0 Ale wiecie - śpiwory,  męskie wieczorne rozmowy:) Pamiętam, że jako dziecko - uwielbiałam namiotowe historie:)
 
Do następnego razu moi mili!  Słonecznego, udanego weekendu!...z namiotami w tle lub bez:)
Wasza zielona:)
 
 
 
Widoczne na zdjęciach:
   
Rośliny:
* hortensje drzewiaste, hortensje ogrodowe FUNKIE.PL www.funkie.pl
* powojniki www.e-clematis.pl
 
Inne
* torba ogrodowa do przenoszenia sadzonek, fartuch do prac ogrodniczych GARDEN GIRL www.agohome.pl
 
 

środa, 9 lipca 2014

GREEN CANOE style / lato 2014 :)

Mamy chyba najwierniejszych czytelników na całym świecie:) BARDZO Wam dziękuję za te wszystkie maile z dopominaniem się magazynu:)  Mieliśmy małe kłopoty z serwerem Isuu, ale udało się po nierówniej walce:) w końcu magazyn "zawiesić"  i tym samym ZAPRASZAM do letniej lektury! :)

Oprócz podróży wnętrzarskich kulinarnych i ogrodowych, w tym numerze przygotowaliśmy dla Was aż 2 konkursy:) Pierwszy, w którym możecie wygrać subtelną porcelanę i inne domowe akcesoria Green Gate, drugi, w którym ktoś zabierze swoją rodzinę na tygodniowy pobyt do błogiej Krainy Szeptów:)
 
http://issuu.com/greencanoe/docs/gcs-2014_lato



Standardowo już - dziękuję serdecznie wszystkim płynącym z nami towarzyszom rejsu!:) Jak zwykle, kochani - było cudownie z Wami pracować:)

Nie przedłużając - AHOJ PRZYGODO!!!  TUTAJ wyruszamy :)

środa, 18 czerwca 2014

OKOLICZNOŚCI wszelakie

 
Posty kombajny pisane w pędzie stały się już chyba moją wizytówką:). Ten także będzie wielotematyczny, ale liczę na to że już się przyzwyczailiście:) Zaczynamy od BUREGO MISIA. Niesamowitego miejsca, w którym byłam ostatnio i zachwyciłam się - ludźmi przede wszystkim, ale również samym miejscem: przyroda niczym z obrazka, mnóstwo zwierzaków...i w powietrzu unosząca się DOBRA WOLA:) Zresztą sami mieszkańcy tej wspólnoty mówią, że "najbardziej tajemnym składnikiem wszystkich naszych myśli i intencji jest miłość." A mieszkańcy to BURE MISIE - osoby niepełnosprawne, oraz BURE NIEDŻWIEDZIE - ich opiekunowie. TUTAJ dowiecie się wszystkiego o wspólnocie oraz możecie zamówić przez internet! najpyszniejsze na świecie, najprawdziwsze SERY z miłością wytwarzane przez burych osadników - bo właśnie w sprawie owych serów przybyłam do Misiaków:) O wspólnocie przeczytacie jeszcze na pewno w materiale letniego wydania magazynu, a dziś  jedynie  moje prywatne krótkie migawki:)  Z całego serca dziękuję Lidce i Agnieszce - za przemiłe towarzystwo i oprowadzenie po gospodarstwie oraz kochanym dziewczynom z serowarni - za cierpliwość i tyle serca! Poznanie Was to był dla mnie zaszczyt!
 




 
Czerwiec co roku zdaje się być jakąś jazdą bez trzymanki:) - kumuluje nam się w tym miesiącu tyle pracy, że zawsze czekam na lipiec niczym na zbawienie:) Bo nie dość, że kończymy magazyn, nie dość, że robimy właśnie w czerwcu bardzo dużo sesji, to jeszcze przecież swoje prawa mają jeszcze dary lata - np. OWOCE!!!!zioła, kwiaty itd.. No i jak można o nich zapomnieć, o zapasach, areszcie w słoiki:), zamrażaniu, suszeniu  - itd....Niby mimochodem, pokątnie,  metodą małych kroczków, ale praktycznie co drugi dzień coś tam suszę, mrożę, słoikuję itd...Czasami po prostu w nocy. Jak zauważyłam, od kilku lat bardzo dużą popularnością cieszą się wśród blogowiczek  syropy z kwiatów mniszka czy np. kwiatów białego bzu. Przyznaję się bez bicia że nie jestem ich fanką. Ogromna ilość cukru, którą trzeba do nich dodawać - jakoś mnie skutecznie hamuje. Kilka butelek - jako syrop dodawany do schłodzonego wina serwowanego z serami, albo syropowe zmrożone kostki - może być....ale zdrowotnie skupiam się jedynie na suszeniu kwiatów czarnego bzu -   i to w sporych ilościach. Bo to na pewno zimą zadziała:) 
 
 
 
 
 
 
Zimą ususzone kwiaty  łączę z lipą, zalewam wrzątkiem...a gdy napar wystygnie do letniej temperatury - dodaję miód i sok z malin lub suszone malinki, wyciskam również cytrynę - dzięki temu i miód i cytryna nie tracą swoich właściwości. A sam napar magicznie ratuje nas z niejednej przeziębieniowej opresji. Naprawdę potrafi zdziałać cuda. Metoda suszenia jest również lepsza dla osób mieszkających w blokach - pomijając kwestie zdrowotne, prozaicznie: suszone kwiatki zajmują dużo mniej miejsca niż butelki:)
Od kilku dni na tapecie mamy zaś mrożenie truskawek.  Odkąd pierwszy raz zjedliśmy w grudniu słodkie pachnące truskawki na śniadanie (jeśli dysponujecie dużymi zamrażarkami o tzw. głębokim mrożeniu, truskawki po rozmrożeniu niewiele różnią się konsystencją od dnia w którym były zamrażane - (czytaj są ciągle jędrne:) Nadal robię konfiturę truskawkowo-rabarbarową, bo owo połączenie smaków to jak dla mnie majstersztyk, ale jednak staram się głównie mrozić owoce. A może nasi czółnowi czytelnicy mają jakieś swoje świetne patenty na zatrzymywanie lata na zimę? Zdradzicie coś :) jakieś tajemne receptury ????....
 

No i cóż ...tkwimy w rodzinnym obżarstwie truskawkowym - bezkarnym:), letnim, pachnącym porannym słońcem...w czerwcu - ZAWSZE! truskawkowo sobie folgujemy:) I do tego poziomki! Też już są, Ci co zajadają ich najwięcej:) twierdzą że najlepiej smakują serwowane o zachodzie słońca:)
Jak co roku mrożę te maleństwa, by potem w styczniu osładzać nam chmurne dni.
 
 
W całej czerwcowej pardubickiej gonitwie powstały sesje najrozmaitsze, choćby 2 sesje do letnich wydań "Mojego mieszkania". W najbliższym lipcu i sierpniu będziecie je mogli zobaczyć osobiście. Ale dziś - żegnam się już. Truskawkowo:) suszkowo bzowo...i weekendowo. Czas spędzić czas z bliskimi. Udanego odpoczynku życzę wszystkim - i pięknej pogody na wolne dni:) no i oczywiście samych SMACZNYCH chwil:)!
 
 
 
 
Widoczne na zdjęciach:
   
Skorupy:):
* miseczki porcelanowe, kubeczki, talerze, butelka na kompot w kwiatki,
   GREEN GATE/ AHOJHOME www.ahojhome.pl
 
Inne
* decha do serów -  ręcznie robiona,  OLD VICARAGE www.oldvicarage.pl
* kosze wiklinowe, zielony durszlak LIVEBEAUTIFULLY www.livebeautifully.pl
* etykiety poziomkowe DEKODOM www.dekodom.pl
* torebki papierowe ozdobne WONDERHOME www.wonderhome.pl
 
 

wtorek, 10 czerwca 2014

BIAŁE szaleństwo :) i słodkie muuuu

Oczywiście, że nie chodzi o śnieg:) A o SERY:) Rozpływające się w ustach, delikatne - twarogowe, żółte, miękkie, twarde...DOMOWE. Ale zanim zacznę snuć serową opowieść - wspomnę o mojej mamie. A dokładnie o tym jak sobie z nas troszkę kpi - i to w żywe oczy:):):):) Mówiąc nas, mam na myśli dziewczyny, które pieką chleb, robią sery, przetwory - i się tym szczycą, zakładają blogi, owijając swoje poczynania w aurę wyjątkowych twórczych działań. Bo tak trochę jest, prawda? Dziś robienie zimowych zapasów, czy własnoręczne wypiekanie chleba uchodzi za coś wyjątkowego i graniczy ze sztuką przez duże SZ:) Chwalimy się swoimi osiągnięciami, wysyłamy zakwasy ( dziękuję Jolu:), rozdajemy przepisy, jesteśmy EKO, PRO i w ogóle FAFAFIFĄ.... A przecież dla naszych  babć czy matek - to była po prostu codzienność, żadne tam tematy do puszenia piórek:) Zapach wypieku domowego chleba snuł się systematycznie po chałupie co kilka dni, twarogi robiło mnóstwo kobiet - i to wcale nie tylko mieszkających na wsiach, a słoiki w piwnicach przeszły już do komunistycznej legendy:) SIĘ DZIAŁO:) jednym słowem - bez blogów z ładnymi zdjęciami:), bez autorskich programów w tv o tym jak ugotować zupę,  czy kolejnych książek o tym jak oryginalnie i SLOW żyć.

 
Później przyszła owa nasza "wolność" i zachodnie różne różności w pozłotkach. I na trzy cztery cały naród w kąt rzucił domoróbstwo wszelakie. WSZYSTKO było w końcu już w sklepach:) Zagramaniczne, zapakowane, podane na tacy. I tak przez 20 lat....Aż doszliśmy do etapu, że mięsa w kiełbasie jest 30%, że chleb jest bardziej puchaty niż chmury i zawiera cała tablicę Mendelejewa, że jedzenie często nie powinno być tak w ogóle nazywane. No i co? No i TĘSKNOTA:):):):)
Z tęsknoty owej - za smakami, które pamiętamy jeszcze z dzieciństwa mnóstwo dziewczyn postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce - nauczyły się (od nieocenionych mam i babć) piec chleby, robić prawdziwe sery, a na zimę przygarniają coraz więcej słoików:) Mamo moja kochana - nie ważne w jakiej aurze artystycznej bohemy czy nawet mody to się dzieje:), ważne, że znów zaczynamy doceniać jakość a nie pozłotka:) I że coraz więcej babek - mimo, że są zmęczone po pracy i po pachy mają kolejnej domowej roboty - dla swoich bliskich robi owe frykasy. Bo tak to już się porobiło moi kochani, że to, co dla nas za dziecka było normą, teraz nazywane jest EKOLOGICZNĄ żywnością:) I musimy za to słono płacić.
No ale - okazuje się że jakimś trafem pasujemy rodzinnie jak ta lala do owego dobrego TRYNDU:) - od wielu lat bowiem jesteśmy i słoikowi i pichcący  a ostatnio nawet i serowarscy:) I im więcej rzeczy mamy swojego wyrobu, tym bardziej nie lubię tych przemysłowych.
 
Tymże BARDZO DŁUGIM wstępem:) - mając nadzieję, że nie posnęliście w międzyczasie, chciałam zakomunikować, że robienie serów jest ŁATWE!:) I że nawet mieszkając w bloku można sobie takie pyszności dla rodziny wyczarować:) W najbliższym wydaniu Green canoe STYLE znajdziecie obszerny materiał o serowarstwie domowym:), o sprawdzonych warsztatach, o  uczciwych gospodarstwach serowarskich...słowem - zrobimy wszystko, by Was zachęcić do wykonania własnych serów różnej maści.
 
 
A w naszym domu - swojskie twarogi, mozarella i mój ukochany - ziołowy. Udało mi się w końcu, mimo licznych wyjazdów tak zorganizować, że co jakiś czas odbieramy z Leosiem pyszne mleko pachnące łąką od przemiłych gospodarzy. Kupuję od razu dużo litrów - by później na raz zrobić kilka serów. Wbrew pozorom - to nie jest jakaś głębsza filozofia:) Skoro udaje się tak zalatanej babce jak ja - uda się również i Wam:) I chcę wyraźnie napisać jedno - SMAK domowego twarożku czy sera.....no po prostu matko z córką:) Nawet zwykłe pasty twarogowe robione na słodko - z truskawkami, są czymś boskim :)
Wszystkie materiały potrzebne do zrobienia sera znajdziecie na SKLEP.SEROWAR.PL
Są tam również książki z przepisami. Ja korzystam z poniższej:
 
 
Ale warto uruchomić wyobraźnię i spróbować już dodatki komponować samemu. Właśnie w ten sposób stworzyłam przepis na nasz oszałamiająco pachnący! :) ser ziołowy, który na przemian z domową mozarellą podaję do pomidorów. No dobrze - koniec gadania, trochę zdjęć na wieczornego smaka:)
 
 
 

 
 
 
   Przygotowując dla Was materiał do najbliższego czółnowego wydania, byłam dziś w magicznym miejscu. Dawno nie spotkałam tak cudnych ludzi, dawno nie ponatychałam się tak wspaniałymi okolicznościami przyrody i dawno nie miałam takiej pozytywnej gonitwy myśli - w drodze powrotnej. Gdy się chce dobrze żyć... generować miłość w rodzinie i w ogóle trzymać ciągle obrany pozytywny kurs w życiu, trzeba do takich miejsc wpadać jak najczęściej. Ale o tym w następnym poście:)  Do MUUUUUUU zobaczenia, pożegnam się z Wami zdjęciem, które lekko uchyli drzwi -naszej wizyty:) PA, moje kochane czółenka:)
Czy chociaż trochę Was zachęciłam do stanięcia w szranki z domowymi serami???:)))))